Czy fantastyka jest zła?
Podobnie jak biednemu "Harry'emu Potterowi", fantastyce obrywało się nie raz i nie drugi. "Władcy Pierścieni" władze komunistyczne próbowały zarzucić obrażanie socjalizmu, ponieważ biedne orki pracowały ponad siły, a wygrał zgniły Zachód, czyli piękne elfy, przedstawiciele kapitalizmu. Mało tego - pojawiały się też głosy, że "Władca Pierścieni" to perwersyjna literatura, Balroga porównywano do środka antykoncepcyjnego, a Gandalfa do plemnika. Nawet w biednym polu pieczarek Maggota doszukiwano się zbiorowiska symboli fallicznych. Te absurdy są tylko preludium do tego, co mówi się o fantastyce. Oczywiście, jak zwykle, według Kościoła magia jest zła, elfy są złe (bo pochodzą z konkurencyjnej dla Biblii mitologii), poza tym cała fantastyka jest aktem ciemnoty. Cywilizacja, jaką mamy otrzymać w pigułce, ma zakładać jedynie czystość myślenia. Jakie to czasem śmieszne, że dajemy się w ten sposób mamić. Co tu dużo mówić - każdy gatunek literacki ma swoich zwolenników i najzagorzalszych wrogów, ale ci drudzy potrafią wspiąć się na wyżyny absurdu, żeby ośmieszyć tych pierwszych. Może przydałaby im się po prostu lektura jakiegoś dobrego cyklu o Conanie.